paleta barw

"Miłość jest ślepa. Im bardziej sie kogoś kocha , tym bardziej irracjonalnie sie postępuje."

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Rozdział 3
Słońce świeciło mi bardzo mocno w twarz, kolejny dzień wakacji. Poruszyłam się delikatnie a moja noga zabolała jakby ktoś drugi raz mi ją złamał.
-Ałł!!! – krzyk nałam
-O już wstałaś- Filip wchodząc zamknął za sobą drzwi.
-Niestety- odbąknęłam
-Jak noga?
-O jak miło że pytasz, bardzo dobrze. Wstając pomyślałam że zapiszę się na balet.
-Widzę, że masz wyśmienity humor.
Dopiero teraz porozglądałam się po pokoju-typowo męski. Komputer stał pod ścianą razem z milionami płytami, porozrzucanymi po biurku, a na fotelu leżał strój sportowy. Filip podążył wzrokiem za mną, a jego policzki zaczęły się rumienić.
-Przepraszam, za nieposprzątany pokój.
-Nic się nie stało, a jak ja się tu znalazłam?
-Usnęłaś jak dziecko i jeszcze chrapałaś.
-Ja nigdy nie chrapie!!
-Nie denerwuj się tak, tylko żartuje, a ty już chcesz się kłócić? Tak z rana? A tak pyzatym masz świetne włosy.
-A co z nimi- odruchowo dotknęłam mojej głowy.
-Troszkę przyozdobiłaś je błotem.
-Ja?
-No, z moja małą pomocą.
-Która właściwie godzina?
-Kilka minut po południu.
-Mogłeś mnie obudzić wcześniej.
-Nie mogłem, też spałem.
-Odwieziesz mnie teraz do domu?
-Nie.
-To zadzwonię po taksówkę.
-Nie oto mi chodziło, ty nerwusie.
-Więc o co?
-Najpierw się wykąpiesz, wyglądasz cudownie, a potem zapraszam na dół na śniadanie.
-O.K
-Bym zapomniał zostawiam Ci tu ręcznik i suszarkę, a potem weź coś z szafy mamy. Trzeci pokój po prawej.
Weszłam do ubikacji. Ci z was, którzy nie mieli nigdy nic złamane to Nie wiedzą jak trudno jest stać pod prysznicem ze złamaną nogą i starać się nie zamoczyć gipsu. Istne męczarnie, to wszystko przez tego Filipa, NIENAWIDZĘ GO.
Po okrutnych mękach, jakoś udał mi się nie zamoczyć gipsu, należało by się cieszyć gdyby nie fakt że zapomniałam o ręczniku i suszarce. Moje ubłocone ubranie nie nadawało się do ponownego włożenia. Co teraz mam zdobić? Wybawiła mnie biały podkoszulek rozmiar XXL – przynajmniej tyle. Cichutko przymknęłam do pokoju Filipa. I czekało mnie surprise!!!!!!!!
W pokoju Filipa stało pięciu chłopaków wpatrujących się w „MISS MOKREGO PODKOSZULKA ”- czyli mnie!!! Podkoszulek przykleił mi się do mokrego ciała, odsłaniając moje” kształty”.
- Macie sok- do pokoju wszedł Filip- Widzę że się poznaliście- mówiąc to parsknął śmiechem.
-To jest Lena, a to Kamil, Wojtek i Dawid.
Stałam dalej jak wryta, Filip podszedł do mnie i okrył mnie ręcznikiem- mój wybawca.
-Strasznie mi głupio- wyjąkałam.
-Stary, to ja już wiem czemu wczoraj byłeś tak zajęty- puszczając do mnie oko Kamil wpatrywał się w moje czerwone policzki.
Wstyd? To mało powiedziane czułam się okropnie. Jeszcze pięciu obcych facetów gapiło się na mnie dziwnym rozbawionym wzrokiem.
-Co was do mnie sprowadza ? zapytał Filip
-W sobotę urządzam domówkę, chciałem Cię porosić, to znaczy Was zaprosić oczywiście- Dawid próbował ze wszystkich sił nie parsknąć śmiechem.
-No to my już nie przeszkadzamy- powiedział bardzo ubawiony Wojtek- do soboty Leno.
I wyszli dzięki Bogu. Chyba umrę ze wstydu!!!
-No to zrobiłaś niesamowite wrażenie- podsumował Filip.
Nie wytrzymałam i dostał strojem sportowym prosto w głowę.
-Nie denerwuj się, wiesz, że jesteś cała purpurowa ?
-Zamilcz, błagam.
-Ubierz się śniadanie gotowe- schodząc po schodach Filip już nie mógł się powstrzymać i śmiał się w niebo głosy.
-NIENAWIDZĘ CIĘ- powiedziałam cichutko, choć nawet gdybym krzyczał to nic by nie przebiło się przez salwy śmiechu na dole. KATASTROFA!!!!
Zastanawiam się co teraz będę musiała zrobić oto kilka propozycji:
1.Chodzić kanałami
2. Uciec na marsa
3.Zakładać torbę papierową na głowę

Tagi: opowiadanie
11.04.2010 o godz. 14:58

cd

-Drugi rozdział-
W gabinecie Anny unosił się specyficzny zapach, którego nie znoszę.
-Jak poznałaś mojego syna?- pyta Anna
-Wcale, przed chwilą wpadł na mnie i złamał mi nogę.
-A ja myślałam, że jesteś jego dziewczyną.
Moje policzki płonęły, ale co mogła pomyśleć kobieta, kiedy jej syn przynosi do domu dziewczynę? No może na pewno jest to trochę dziwne, bo wyglądam jakby mi ktoś przyłożył, no ale dziewczyną w końcu jestem. Błagałam, żeby przyszedł ten terrorysta i żeby mnie zaniósł, odwiózł lub cos innego, do mojego domu.
Anna, bo tak kazała sobie mówić na „ty”, dała mi środki przeciwbólowe, opatrzyła łokieć i mimo moich protestów kazała odwieść mnie do szpitala, na prześwietlenie. Pojechałyśmy jej autem, jaka marka? Nie mam pojęcia, ból był niewyobrażalny więc nawet nie zwróciłam uwagi. Czasem dobrze mieć przy sobie panią ordynator chirurgii. Dzięki Annie przyjęli mnie od razu.
-Złamanie z przemieszczenie, zerwane ścięgna. Moja droga czekają Cię śruby. – powiedział lekarz.
Zbladłam, zzieleniałam, znowu zbladłam. Śruby zabije tego Filipa. Terrorysto już nie żyjesz.
-Oj Oskar daj spokój, nie strasz Leny. Leno, kochanie on tylko żartuje, to zwykłe złamanie nic poważnego.
Przez chwile miałam ochotę trzepnąć tego imbecyla-lekarza, ale Oskar okazał się miłym facetem, po trzydziestce, mimo tego dość przystojny. Może miał chore poczucie humoru, ale był bardzo miły.
-Myślę, że musimy ją nastawić- powiedziała Anna, z troską w głosie.
W tym czasie drzwi się otworzyły, do Sali wszedł bardzo przystojny brunet, o czarnych oczach jak węgle. Jego sylwetka, sposób chodzenia, aż chciało się go zjeść.
-Oj czeka Cię nastawianie, przepraszam to przeze mnie- powiedział młody Bóg około osiemnastu lat.
Młody Bóg? Więc ten przystojniak, to terrorysta Filip, ten sam, który przed chwilą chciał mnie zabić.
Oskar zbliżał się do mnie, a ja czułam jak moje serce coraz mocniej bije, jakby chciało zagłuszyć wszystko inne w najbliższej okolicy stu kilometrów. Położył swoje chłodne ręce na mojej nodze, a ja wydałam z siebie coś w rodzaju Ałł.
-Przecież Cię dopiero dotknąłem- chichotał Oskar- Taka duża, a zachowuje się jak mała dziewczynka.
-Pani ordynator, mamy nagły wypadek, proszę się pośpieszyć!- krzyknęła pielęgniarka, a zanim się obejrzałam Anna zniknęła z pokoju.
Filip podszedł do mnie bliżej, chwycił mnie za rękę, ja go odrzuciłam jego pomoc. Niech nie myśli że jestem jakaś strachliwa. On się wcale nie zraził, trzymał mnie dalej za rękę . Oskar gwałtownie przekręcił moją a kość wróciła na swoje miejsce. Ból mino znieczulenia poczułam, choć niewielki. Moją biedna, złamana nogę, Oskar obłożył gipsem.
-No i gotowe- powiedział po skończeniu gipsowania mojej nogi- a wy jesteście razem?
-Nie- zaprzeczyliśmy jednocześnie.
-W takim razie umówisz się za mną?- flirtował Oskar, choć oboje wiedzieliśmy, że to tylko dla zgrywy.
-Och, randka z takim przystojniakiem, byłabym zaszczycona.
-Na pewno ja byłbym bardziej, mając taki piękny kwiat w moim otoczeniu.
-Nie, to ja bym miała większą przyjemność mając tak słodkiego słodziaka jak ty.
-Nie bo ja..
-Przestańcie!- krzyknął Filip- nie mogę tego słuchać, jak sobie słodzicie.
Oboje z Oskarem parsknęliśmy, głośnym śmiechem. Co jeszcze bardziej rozzłościło Filipa. W ogóle o co on się wścieka? O jakiś drobny flirt, nawet się nie znamy, a on jest zazdrosny.
-No dobrze zazdrośniku, muszę iść wzywają obowiązki. Dobranoc księżniczko gipsowa. I puścił do mnie oko wychodząc.
Filip nic już nie mówił, wziął mnie na ręce i zaniósł do auta. Nic nie mówił, nawet nie słyszałam jak oddycha. Położyłam rękę pod głowę i nim się zorientowałam, już spałam.
Tagi: opowiadanie
11.04.2010 o godz. 14:41
Siedziałam w pokoju razem z Olą, Marek cichutko spał w łóżeczku. Fajne te dzieciaki Smoków. Ola ma cztery latka, już uczy cię angielskiego, mała pyzata kluska, którą uwielbiam. Marek ma siedem miesięcy, jest ślicznym bobaskiem z czarnymi włoskami, które śmiesznie opadają mu na oczka. Właściwie dziś nie powinno mnie tu być, co druga sobotę mam wolne, ale dziś jest wyjątkowa okazja, piąta rocznica ślubu państwa Smoków, Emilia jest młodsza os Krzyśka o sześć lat, ale są szczęśliwi, a to najważniejsze.
Zajmuje się ich dziećmi od urodzenia Marka, dorabiam sobie troszkę, chociaż kieszonkowe nie jest małe, to lubię być potrzebna, w domu niekoniecznie jestem komuś potrzebna. Odkąd mama zmarła rzadko rozmawiamy z tatą, on woli swoją prace, wyjechał tydzień temu do Berlina załatwić jakieś pozwolenia na budowę hipermarketu. Nie lubię siedzieć bezczynnie w domu, gdzie ściany stają się szare, dlatego zajmuje się dziećmi Emilki i Krzyśka, tu jest zawsze tak wesoło.
-Wygrałam- krzyknęła Ola- jestem najlepsza!!
-Oj ty mały oszuście- dogaduje małej.
-Ja, nie oszukiwałam- mówi z powagą i podnosi dwa paluszki do przysięgi.
-No dobrze, nie oszukiwałaś- mowie choć wiem, że przestawiła swoje pionki. W takim razie musisz być bardzo głodna?
-Tak, ale…
-Wiem, wiem obiecałam Ci, że dziś zjemy racuszki, ale musisz mi pomóc.
-Dobrze, pomogę- mówi Ola i ciągnie mnie do kuchni.
Ich dom nie jest tak duży jak mój, ale jak dużo w nim miłość, gdyby ktoś zaproponował mi wymianę zgodziłabym się natychmiast. Racuszki wychodzą zawszę nam pyszne, jemy wszystko do ostatniego okruszka, potem karmie Marka, przewijam go, i nim się obejrzę dochodzi 20:00. Oglądam z małą bajkę, Ola zasypia na moich kolanach, powolutku zanoszę ją do łóżka, sprawdzam co u Marka. Śpi tak słodko, to naprawdę złote dziecko, bo on nigdy nie płaczę, a humor zawsze mu dopisuje. Słyszę jak samochód wjeżdża do garażu, patrzę na zegarek 22:00. Widzę jak Krzysiek otwiera drzwi Emilce, jak ona patrz mu w oczy, jaka jest szczęśliwa, zakochani jakby byli nastolatkami, jakby mieli po siedemnaście lat i byli moimi rówieśnikami.
-Przepraszamy, że tak późno, Lenko- tłumaczy się Krzysiek.
-Nic nie szkodzi- mówię z uśmiechem.
-Co tak pachnie?- pyta Emilka.
- Piekłyśmy racuszki z Olą, niestety nic nie zostało.
-Oj szkoda, smuci się Krzysiek- widzę jak Emilka go szturcha, Krzysiek się reflektuje- to znaczy jedliśmy kolacje, ale wiesz jak lubię te twoje smakołyki.
-Obiecuje, że za tydzień upieczemy więcej.
-Słowo harcerza?- dopytuję się Krzyś.
-Tak słowo harcerza.
-Jak tam moje, kochane urwisy?- pyta Emilia
-Mówisz, o tych aniołach? Śpią oboje.
-Dziękujemy, że chciałaś dziś przyjść.
-Niema za co, Emilko, lubię tu być.
Krzysiek proponuje, mi podwiezienie, ale ja odmawiam, nie chce byś w domu tak szybko, wole się przejść. Do domu mam około dwudziestu minut, idę wolno wy wydłużyć ten czas. Patrzę na miasto, które teraz zaczyna inny rytm. Drzewa stają się magiczne, może nawet trochę straszne, ale ja się ich nie boje. Nagle czuje jak uderza we mnie mała kropla, a potem zaczyna się lekko mżyć. Wiem doskonale co to oznacza, za chwile lunie ulewa, od kilku dni było po prostu parno, obym tylko zdarzyła do domu przed najgorszym. Zaczynam blednąć w stronę domu. Za rogu sklepu coś, albo coś we mnie uderza z ogromną siłą, tak że się przewracam. Powietrze przeszywa mój głośny krzyk. Ten terrorysta, próbuje mnie podnieść, pyta czy nic mi nie jest. Co za bałwan, chyba złamał mi kręgosłup i jeszcze ma czelność mnie o to pytać?
-Nie mogę wstać, coś nie tak z moja nogą.
-Pokarz- mówi terrorysta, w kurtce z kapturem. Ale ja nawet nie drgnę, ból jest potworny, pyzatym nawet nie znam tego chłopaka.
-Nie bój się nie zrobię Ci krzywdy.
-I to mówi ktoś kto przed chwilą mnie staranował?
-No już pokarz- widzę jak się uśmiecha przepraszającą- wygląda na złamaną.
-No geniusz! Tyle to i ja wiem!
-Przepraszam, nie zauważyłem Cię. Mam na imię Filip, a ty?
- Lena, nie jest mi miło Cie poznać terrorysto Filipie.
-Zaniosę Cię do domu.
Zbiera mnie z ulicy, całą przemoczoną i niesie mnie na rękach.
-Filip, ale ja tam nie mieszkam!
-Ty nie, ja tak. Z przerażeniem patrzę mu w oczy, oceniając moje położenie. Niesie mnie obcy, nieznany chłopak, którego nawet nie widziałam całej twarzy. Nie mam żadnych szans ucieczki, i po co ciągnie mnie do swojego domu?
- Nie patrz tak na mnie, nie jestem gwałcicielem- mordercą. W domu jest moja mama, nie musisz się martwić.
-Zanieś mnie do mojego domu, potem pojadę do szpitala. Ale on wcale mnie nie słucha, tylko niesie dalej.
-Jesteśmy na miejscu. Naciska domofon i mówi – To ja, drzwi się uchylają jesteśmy środku. Holl jest durzy, widać że urządzała go kobieta z klasą.
-Mamo, możesz zejść na dół?
-Tak Filipku już schodzę. Na schodach ukazuje się kobieta w średnik wieku, bardzo ładna.
-Mamo to jest Lena, ma złamaną nogę. Kobieta patrzy na niego pytającą, ale zaraz zajmuje się moją nogą.
-Miło mi Ciebie poznać Leno, jestem Anna Sołtysek.
-Mi również miło, panią poznać.
Filip niesie mnie do najbliższych drzwi na których pisze „Anna Sołtysek lekarz chirurg”. Wiec jednak ten filip to nie gwałciciel- morderca.
Tagi: opowiadanie
11.04.2010 o godz. 14:40

Dziś K śpiewał "Jedz kukurydze z Łomży, a unikniesz ciąży "
W miłosnym życiu mojej klasy nie wiele się zmieniło, niestety nie znam nowych plotek:'( ale co tam. N jak zwykle zakochana- można się było domyśleć, K- stara się okrywać swojego <Piłkarzyka>, S- zakochana w komputerze i "Gazeciarzach"(dla niedoinformowanych jakiś oszołomków z Japonii)A ja? Na pewno nie zakochana, nie zauroczona. Trochę moje życie uczuciowe jest nudne bo równa się zero. ale nie martwię się, nieśpieszne, nie płacze po katach że nikt mnie nie chce( bo to nie prawda, niektórzy chcą ale ja nie chce) jak wiele innych dziewuch z mojej kl. Czekam? Może, ale nie będę się do niczego zmuszać, miłość wcześniej czy później sama przyjdzie(mam nadzieje że przed 60. Spokojnie czekam na nią, bo <Mijamy się może to właśnie ty>:)
Tagi: mi
10.03.2010 o godz. 20:49

Miłość nie polega na wzajemnym wpatrywaniu się w siebie, ale wspólnym patrzeniu w tym samym kierunku. -Antoine de Saint-Exupéry
Tagi: cytat
02.03.2010 o godz. 22:25

Człowiek bez miłości jest zgubiony w świecie obcych i wrogów. -Lew Tołstoj
Tagi: cytat
02.03.2010 o godz. 22:24

Czegos mi brak, czegos wielkiego:
Twej obecnosci, dotyku Twego,
Twych uczuc mlodych, slodkich jak miod,
Oczu kochanych, dzwieku Twych slow,
Smaku ust Twoich, ciepla oddechu,
Twej obecnosci, zartow, usmiechu,
Codziennych spotkan, dlugich spacerow.
Tkliwych pozegnan, bladzen bez celu...
Brak mi wszystkiego, wiec po co zyc?
Chyba ze po to, by z Toba byc!
02.03.2010 o godz. 22:18


Bez Ciebie tak pusto i oczom i ustom,
Smiech schowal sie w kacie i sni.
Wieczory sie dluza, bo czasu zbyt duzo,
Nikt bliski nie puka do drzwi.
Tak wiele jest zlego, szarego, groznego,
Ze smutno i plakac sie chce.
Mijaja soboty, pamietaj wiec o tym,
Ze komus bez Ciebie tak zle!
02.03.2010 o godz. 22:17

Chce, zeby Twoje oczy w me oczy patrzyly,
Chce, zeby Twoje usta z mymi sie zlaczyly,
Chce, zeby moje serce tylko Tobie bilo,
Chce, zeby nas na swiecie tylko dwoje bylo!
02.03.2010 o godz. 22:15
zielono-pomarancowa
paleta barw
Skąd: Polska
O mnie: Ta bardziej romantyczna część mojej duszy...
statystyki
sekcja użytkownika
kiss